Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Twoje dane będą przetwarzane zgodnie z naszą polityką prywatności
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się
Opcje przeglądania
  • od
    do

Książki

"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" Janusz Horoszkiewicz

"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" Janusz Horoszkiewicz
"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" Janusz Horoszkiewicz

Recenzja autorstwa Anety Sala, Viceprezesa Stowarzyszenia "Zawsze Wierny - Tobie Polsko"

Ta książka najpierw nie będzie o bólu i strachu. Najpierw weźmie Cię za rękę, zaprowadzi do swojego kresowego domu, opowie o sąsiadach, zwykłym życiu wiosek, koloni wokół Huty Stepańskiej . Pozwoli Ci ukradkiem zajrzeć do ciemnej żydowskiej chaty i zaniedbanego ukraińskiego gospodarstwa. Opowie Ci parę bajek o miejscowych zjawach, duchach, no i da kilka fantastycznych lekcji historii Polski. Pozwoli Ci przeżyć krotki, ale piękny, szczęśliwy choć nie pozbawiony trosk, pracowity przedwojenny czas na polskim pachnącym  jeszcze wolnością Wołyniu. Jeszcze nie będziesz sobie nic robił z krzywych spojrzeń ukraińskich sąsiadów, nawet im pomożesz czasem, poratujesz w biedzie. Zanim nadejdzie strach i bestialstwo nie do opisania, zobaczysz jak My Dzieci Wołynia  pracujemy, bawimy się, płaczemy i radujemy zwykłym życiem, na naszych polskich Kresach, na Wołyniu gdzie polscy sąsiedzi od lat żyją obok swoich ukraińskich sąsiadów...Owszem nie było wielkiej miłości między nami, były konflikty, ukraińska zazdrość i nienawiść w oczach niejednego ukraińskiego sąsiada,ale żyliśmy jakoś...pilnując swoich spraw i uważając by nie dać powodu ukraińcom do... choćby podpalenia polskiej stodoły... Zanim My, Wołyńskie Dzieci opowiemy Ci o ukraińskiej bestii i naszej niewyobrażalnej męce, zobaczysz jak żyliśmy, kiedy jeszcze nie przypuszczaliśmy, że siedzimy na tykającej bombie, która zaczęła bardzo szybko odliczać nasz czas- od 1 września 39r. Potem opowiemy Ci o porządkach za pierwszego sowieta.  Wtedy dotknęły nas pojedyncze mordy, zemsty, zaginięcia ...prawdziwe apogeum nastąpiło jednak po wybuchu wojny niemiecko- sowieckiej... Wtedy na przykładzie żydowskiej społeczności mogliśmy się przekonać do czego zdolni są ukraińcy. I tak, teraz będzie czas na ból i tortury, na niewyobrażalne zło, które przeszyje Twoje serce...Wiemy, czytałeś wiele takich relacji, ale teraz, pierwszy raz  będziesz z nami to przeżywał, będziesz z nami uciekał i dzielił nasz cały ból, nasz strach i naszą bezsilność, bo nas poznałeś, bo zdążyłeś się z nami zżyć...i będziesz miał do końca nadzieję, że Ci których bardziej polubiłeś przeżyją, unikną cierpienia, śmierci, uciekną, że się uda... Będziesz cierpiał i miał nadzieję, choć wiesz doskonale że złudną ...i będziesz odkładał książkę za każdym razem kiedy przeleje się czara goryczy...a przeleje się wiele razy! Ale przebrniesz przez resztę krwawych stron do końca! Bo musisz! Bo to jest Twój polski obowiązek! Wiedzieć i Pamiętać! Bo to się należy polskim ofiarom!! I nie masz prawa mówić, że tego nie przeczytasz bo masz słabe nerwy, bo serce krwawi, bo nie dajesz rady. Bo za bardzo boli! My Twoi rodacy to przeżyliśmy! My Dzieci Wołynia cierpieliśmy wiele godzin ! Znosiliśmy nie wyobrażalne męki! A Ty się boisz o tym przeczytać! Ty masz zbyt wrażliwą duszę żeby WIEDZIEĆ!? Dawno żadna książka nie wstrząsnęła mną tak bardzo! Dawno tak wiele razy nie mogłam...nie dawałam rady...
Tę książkę czyta się do pewnego momentu niemal jak powieść, fascynującą i coraz mroczniejszą bardziej bolesną...tyle, że to nie jest nie jest  powieść grozy, a nasza polska tragiczna historia. Nigdy nikomu nie powiem, że polecam książkę "A imię nasze Wołyńskiej dzieci" bo ja jej nie polecam, ja uważam, że obowiązkiem każdego Polaka jest ją mieć i przeczytać. I przekazywać z pokolenia na pokolenie. W imię szacunku dla tych pomordowanych i tych, którym udało się przeżyć. 


Oprawa twarda

Ilość stron - 863

Wymiary książki: 24x17x5,5 cm




Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 48 godzin

Cena:

140,00 zł

szt.

"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" niewielkie uszkodzenie stron na rogu książki (zdjęcie)

"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" niewielkie uszkodzenie stron na rogu  książki (zdjęcie)
"A IMIĘ NASZE WOŁYŃSKIE DZIECI" niewielkie uszkodzenie stron na rogu książki (zdjęcie)

Książka zawiera niewielkie uszkodzenia na okładce, powstałe w toku produkcji. Proszę spojrzeć na zamieszczone zdjęcia. W każdej książce jest od jednego do dwóch takich defektów na brzegach okładki.

 

Recenzja autorstwa Anety Sala, Viceprezesa Stowarzyszenia "Zawsze Wierny - Tobie Polsko"

Ta książka najpierw nie będzie o bólu i strachu. Najpierw weźmie Cię za rękę, zaprowadzi do swojego kresowego domu, opowie o sąsiadach, zwykłym życiu wiosek, koloni wokół Huty Stepańskiej . Pozwoli Ci ukradkiem zajrzeć do ciemnej żydowskiej chaty i zaniedbanego ukraińskiego gospodarstwa. Opowie Ci parę bajek o miejscowych zjawach, duchach, no i da kilka fantastycznych lekcji historii Polski. Pozwoli Ci przeżyć krotki, ale piękny, szczęśliwy choć nie pozbawiony trosk, pracowity przedwojenny czas na polskim pachnącym  jeszcze wolnością Wołyniu. Jeszcze nie będziesz sobie nic robił z krzywych spojrzeń ukraińskich sąsiadów, nawet im pomożesz czasem, poratujesz w biedzie. Zanim nadejdzie strach i bestialstwo nie do opisania, zobaczysz jak My Dzieci Wołynia  pracujemy, bawimy się, płaczemy i radujemy zwykłym życiem, na naszych polskich Kresach, na Wołyniu gdzie polscy sąsiedzi od lat żyją obok swoich ukraińskich sąsiadów...Owszem nie było wielkiej miłości między nami, były konflikty, ukraińska zazdrość i nienawiść w oczach niejednego ukraińskiego sąsiada,ale żyliśmy jakoś...pilnując swoich spraw i uważając by nie dać powodu ukraińcom do... choćby podpalenia polskiej stodoły... Zanim My, Wołyńskie Dzieci opowiemy Ci o ukraińskiej bestii i naszej niewyobrażalnej męce, zobaczysz jak żyliśmy, kiedy jeszcze nie przypuszczaliśmy, że siedzimy na tykającej bombie, która zaczęła bardzo szybko odliczać nasz czas- od 1 września 39r. Potem opowiemy Ci o porządkach za pierwszego sowieta.  Wtedy dotknęły nas pojedyncze mordy, zemsty, zaginięcia ...prawdziwe apogeum nastąpiło jednak po wybuchu wojny niemiecko- sowieckiej... Wtedy na przykładzie żydowskiej społeczności mogliśmy się przekonać do czego zdolni są ukraińcy. I tak, teraz będzie czas na ból i tortury, na niewyobrażalne zło, które przeszyje Twoje serce...Wiemy, czytałeś wiele takich relacji, ale teraz, pierwszy raz  będziesz z nami to przeżywał, będziesz z nami uciekał i dzielił nasz cały ból, nasz strach i naszą bezsilność, bo nas poznałeś, bo zdążyłeś się z nami zżyć...i będziesz miał do końca nadzieję, że Ci których bardziej polubiłeś przeżyją, unikną cierpienia, śmierci, uciekną, że się uda... Będziesz cierpiał i miał nadzieję, choć wiesz doskonale że złudną ...i będziesz odkładał książkę za każdym razem kiedy przeleje się czara goryczy...a przeleje się wiele razy! Ale przebrniesz przez resztę krwawych stron do końca! Bo musisz! Bo to jest Twój polski obowiązek! Wiedzieć i Pamiętać! Bo to się należy polskim ofiarom!! I nie masz prawa mówić, że tego nie przeczytasz bo masz słabe nerwy, bo serce krwawi, bo nie dajesz rady. Bo za bardzo boli! My Twoi rodacy to przeżyliśmy! My Dzieci Wołynia cierpieliśmy wiele godzin ! Znosiliśmy nie wyobrażalne męki! A Ty się boisz o tym przeczytać! Ty masz zbyt wrażliwą duszę żeby WIEDZIEĆ!? Dawno żadna książka nie wstrząsnęła mną tak bardzo! Dawno tak wiele razy nie mogłam...nie dawałam rady...
Tę książkę czyta się do pewnego momentu niemal jak powieść, fascynującą i coraz mroczniejszą bardziej bolesną...tyle, że to nie jest nie jest  powieść grozy, a nasza polska tragiczna historia. Nigdy nikomu nie powiem, że polecam książkę "A imię nasze Wołyńskiej dzieci" bo ja jej nie polecam, ja uważam, że obowiązkiem każdego Polaka jest ją mieć i przeczytać. I przekazywać z pokolenia na pokolenie. W imię szacunku dla tych pomordowanych i tych, którym udało się przeżyć. 

 

Oprawa twarda

Ilość stron - 863

Wymiary książki: 24x17x5,5 cm

 

 

 

Dostępność: tymczasowo niedostępny

Cena:

120,00 zł

"Boje Lwowskie" Tom I Czesław Mączyński

"Boje Lwowskie" Tom I Czesław Mączyński
"Boje Lwowskie" Tom I Czesław Mączyński

Format A5

Ilość Stron: 392

Wydawnictwo: Fundacja Wołyń Pamiętamy

Książka napisana w 1921 roku przez komendanta obrony Lwowa - Czesława Mączyńskiego. Człowieka, który powinien być znany każdemu Polakowi a... niestety nie jest. Naszym zadaniem jest przywrócenie honoru Człowiekowi , który odegrał NAJWAŻNIEJSZĄ  rolę w obronie polskiego Lwowa przed Ukraińcami, którzy z 31 października na 1 listopada 1918 roku dokonali bezczelnego zamachu na polskie miasto. 

Wstęp

OBRONA Lwowa zadziwiająca swem bohaterstwem, siłą wytrwania i ogromnego napięcia woli zbiorowej całego polskiego społeczeństwa Lwowa, to zasługa tych wszystkich, którzy ochotnie, a w przeważnej części dobrowolnie do walki stanęli, to zasługa w pierwszej i najwalniejszej mierze tego szarego żołnierza polskiego. Uważał się on za takiego od pierwszej chwili walki, bez względu na wiek i płeć, i był szczęśliw i dumny, że mu danem było walczyć i ginąć pod tym imieniem dla sprawy ojczystej.

W drugiej mierze zasługa tego cudu, przed oczyma naszemi dokonanego, spada na społeczność lwowską i jest jej nieodłączną własnością. Tylko tak wysoko narodowo czujące obywatelstwo mogło poświęcić tylu swoich najbliższych, mogło samo ponosić liczne straty i udręki, a mimo to nie zachwiać się w całości swej ni razu, nie wystąpić w zdecydowanej formie przeciw kontynuowaniu srogiego krwi przelewu. Nie wiem, czy wiele znalazłoby się miast na świecie, któreby zdolne były przetrwać część drobną tego, na co Lwów przez okres siedmiomiesięcznych bojów był narażony. Jednak cierpiał wytrwale i do walki zachęcał — choć zdawało się opuszczony przez wszystkich.

Uważając tedy masę żołnierską za właściwego obrońcę Lwowa i oddając cześć zasłudze polskich mieszkańców miasta, mogę i powinienem przedstawić okres tych heroicznych zmagań, by oddać możliwie najwierniej wypadki tamtejsze i przekazać je potomnym jako obficie podsycany płomień bezbrzeżnej miłości ojczyzny.

Choć sam byłem naocznym świadkiem, spróbuję przedstawić je możliwie objektywnie i nie nadać dziełu cech pamiętnika, osobistym sosem podlanego.

Całość bojów Iwowskich na trzy podzielę części, z których pierwsza pod tytułem „Oswobodzenie Lwowa” zawrze czas od pierwszych przygotowań po dzień 24 listopada 1918. Miał okres ten najszczytniejszy dzień jeden, a był nim niezapomniany dla nikogo, kto go przeżył, dzień 22 listopada. Dniem tym powinienem zamknąć opowiadanie niniejsze. Uważam jednak, że i dwudniowe po nim wypadki lwowskie organicznie się łączą z poprzed-niemi i pod ten sam tytuł należą.

Dalsze części, które chciałbym opracować, to „Obrona Lwowa” rozpoczęta z chwilą zdobycia i uspokojenia całego Lwowa, a sięgająca po dzień 14 maja 1919, dzień zdecydowanej ofenzywy polskiej.

Trzecia część przedstawi koleje ofenzywy tych sił lwowskich, które razem zdobyły miasto i razem w braterskim, zgodnym wysiłku gród ten przed nawałą czerni obroniły. Tytuł jej brzmieć będzie: „Ofenzywa wschodnio-galicyjska brygady lwowskiej i 5 dywizji”.

Nie wszystko mogłem, nie wszystko chciałem jeszcze opowiedzieć. Niepoślednią odgrywał tu rolę wzgląd na interes państwowy. Liczyłem się nadto z mundurem żołnierskim. Nie chciałem również dotykać kwestji niemiłych, lub gorszących, nie chciałem podsycać i wznawiać waśni i tarć partyjnych.

Licząc się z objętością dzieła musiałem się skracać. Stąd wiele momentów mniej ważnych dla całości, stąd mnóstwo przewspaniałych działań bojowych pominięto zupełnie. Odkładam je na lepsze czasy. Unikałem nadto w rozprawie, przeznaczonej dla szerszego ogółu, przeładowania opowiadania rozważaniami fachowemi, taktyczno-strategicznemi. Pomieszczałem te jedynie, które każdy laik zrozumieć może i tyle jedynie, ile potrzeba do należytego zrozumienia toku opowiadania.

Dla przyszłych historyków muszę podnieść jeden jeszcze moment, mający swe źródło może w charakterze polskim, może tylko w usposobieniu i przyzwyczajeniu części narodu, przyzwyczajeniu sięgającem czasów wojny światowej.. To wyolbrzymianie czynów własnych — bojowych szczególnie — ta chęć błyszczenia, która opanowywała ludzi nawet wtedy, gdy za podstawę swą miała świadomy fałsz, historyczną nieprawdę lub zmyślony czyn. Oskarżenie poważne, ale zaznajomił się z nim każdy dowódca, który bezstronnie całość mógł oglądać.

Czy nie było i we Lwowie wypadków tej choroby żołnierskiej, związanej nieodłącznie z psychologją wojny? Owszem, mnóstwo w czasie trwających bojów, więcej jeszcze po ich zakończeniu. Przytoczę charakterystyczny przykład. Zdobycie pewnego, ważnego objektu przypisywało sobie dotychczas ludzi... trzynastu (czy mam ich imiennie po kolei wyliczać?), z których każdy — niektórzy na piśmie — twierdził, że on był tym jedynym dowódcą, który zdobył i zajął ważną placówkę. Kilku z nich nawet plan za swoją własność uważało i kładło na karb własnej jedynie inwencji.

Podziwiałem tych ludzi, którzy tyle odwagi (tak nazwijmy ten rys charakteru) posiadali i to wobec mnie, o poinformowaniu którego mogli chyba przypuszczać.

Wskazana więc jest ostrożność w czerpaniu z opisów czynów własnych i cudzych.

W bojach lwowskich — a nawet w wojsku polskim w dużej mierze — liczyć się trzeba ponadto z innym przykrym objawem: ze stronniczością partyjną (polityczną) i organizacyjną (przynależność do pewnych rodzajów broni lub grup wojskowych). Stąd często spotykana dążność do wywyższania — na podobnych jak i poprzednie podstawach — grupy własnej organizacyjnej czy partyjnej, a poniżania, lub umniejszania albo zupełnego zaprzeczania czynów grupy innej.

Obrona Lwowa to rzecz wielka i wspaniała, uznana w całej społeczności polskiej. Stąd może wiele o niej podań i opisów nieprawdziwych, pisanych i drukowanych, świadomie błędnych lub z nieznajomości i nieświadomości pochodzących.

Tyle do wiadomości przyszłych historyków, którzy czerpać będą wiadomości z druków i źródeł pisanych.

 

 

 

 

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 48 godzin

Cena:

70,00 zł

szt.

"Historya Ruchów Hajdamackich" i "Sprawa ukraińska"

"Historya Ruchów Hajdamackich"  i "Sprawa ukraińska"
"Historya Ruchów Hajdamackich" i "Sprawa ukraińska"

"Sprawa ukraińska" Tadeusz Gluziński, 104 str, format A5, twarda oprawa

"Historya Ruchów Hajdamackich" 259 str, format A5, miękka oprawa

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 48 godzin

Cena:

95,00 zł

szt.

"Historya Ruchów Hajdamackich" Tom. I Franciszek Rawita-Gawroński

"Historya Ruchów Hajdamackich"  Tom. I Franciszek Rawita-Gawroński
"Historya Ruchów Hajdamackich" Tom. I Franciszek Rawita-Gawroński

Format: A5

Okładka: miękka

Ilość stron: 259

Wydawnictwo: Fundacja Wołyń Pamiętamy

 

Przedmowa autora książki, do I. wydania.

Podjąłem próbę opracowania zdarzenia dziejowego XVIII wieku, znanego pod nazwą Hajdamaczyzny i Koliszczyzny. Dotychczas żaden z historyków ani naszych, ani rosyjskich nie porywał się na objęcie i przedstawienie całokształtu wypadków i zdarzeń, określonych powyższemi nazwami, nie dla tego bynajmniej że brakło zdolności i sił, lecz brakło materyałów. W polskiej literaturze posiadaliśmy bogaty zbiór pamiętników i wspomnień, ale obejmowały one, ze tak powiem, jeden fakt tylko tego zdarzenia dziejowego — rzeź Humańską; innych zaledwie dotykały, a o przedstawieniu całości ruchu — chociażby nawet z ostatniej doby Koliszczyzny — mowy być nawet niemogło, gdyż każdy nieomal pamiętnikarz patrzył na opisywany przezeń fakt nietylko ze stanowiska prowincyonalnego, ale z własnego punktu widzenia. To wszystko, co stanowiło źródła dziejowe, jak akty i dokumenty, o ile one granice dawnej Rzptej obejmować mogły, przeszło do Rosyi. Archiwa prowincyonalne, grodzkie, w których skupiał się materyał do dziejów Hajdamaczyzny, zarówno wojewódzkie, jak i powiatowe, a więc Bracławskie, Winnickie i Żytomierskie przedewszystkiem, a następnie mniejszych miast powiatowych, przeniesione zostały do Kijowa i do niedawna były uniedostępnione dla użytku publicznego, do tego stopnia, że nawet współcześni wyjątkowo tylko wypisy z ksiąg otrzymywać mogli. Tak rzeczy stały aż do roku m. w. 1860. Od tej chwili Rosya rozpoczęła wydawnictwa, dotyczące dziejów Ukrainy¹), a przedewszystkiem stosunku Ukrainy do Polski. Lwią część naukowego kierownictwa przyjął na siebie Włodzimierz Antonowicz, późniejszy profesor uniwersytetu Kijowskiego.

Wydawnictwo powyższe miało wytyczną tezę z góry postawioną, która brzmiała wyraźnie, że Polacy byli wrogami ruskiego narodu, a stąd nienawiść do nich miała być rodzajem spuścizny historycznej Rusinów na przyszłość. Pogląd taki wypływał wszakże nie z badania źródeł, lecz z polityki państwowej. Niektórzy z historyków rosyjskich, zwolennicy takiej idei, niechcieli widzieć lub niedoceniali jej doniosłości politycznej; inni utopili w polemicznych zatargach miarę i prawdę, uniesieni bądź duchem fałszywego fanatyzmu religijnego, podszytego polityką, bądź też hasłami państwowemi. Szlachetniejszych unosił za sobą prąd budzącego się radykalizmu ludowego i poza tą falą, która ich niosła, niepozwalał dopatrzyć prawdziwości wypadków, zdarzeń i obrazu dziejowego.

Wszystko to, razem wzięte, przyczyniło się do tego że wydawnictwo aktów, dotyczących stosunku naszego dziejowego do Rusi, przeważnie XVIII w., mogło przejść jedynie w ręce ludzi, miłujących prawdę z punktu obserwacyjnego polityki. Taki pogląd, ustalony przez szkołę i system, stał się mimowolnie niejako własnością umysłową całego pokolenia. Miało to fatalne następstwa: prowadziło i logicznie prowadzić musiało bądź do wybierania takich aktów i dokumentów, które idei górującej odpowiadały, bądź też wyprowadzania z tych aktów wniosków zbyt daleko idących, często fałszywych. A ponieważ szkoła i system polityczny nastrajały i przygotawiały umysły powszechości do uznawania takich poglądów za bezwzględną prawdę, — nikt też się nie dziwił zbyt jaskrawym obrazom, malowanym na niekorzyść Polski, jako państwa i narodu.

O nieszczerość i nieuczciwość niechcę obwiniać wydawców źródeł — chociaż w swoim czasie obwiniano ich o to — obwiniam tylko o jednostronność. Patrzenie przez pryzmat pewnej idei, tak samo jak patrzenie przez jeden otwór, w jednym kierunku, dać może tylko obraz niezupełny pod względem całości i oświetlenia. Rosyjscy wydawcy taki jednostronny obraz naszych polsko-ruskich stosunków stawiali przed oczy. Nie należy wszakże zapominać, że źródła, które oni wydawali, były aktami i dokumentami państwowymi dawnej Rzptej, których wiarogodność zaprzeczyć się nie da. Rozpatrzywszy się w ogromie tego materyału, który dziś prawie kilkadziesiąt tomów stanowi, bez względu na to czy wydany jest w Kijowie, Wilnie, Moskwie lub nawet w Warszawie; rozczytawszy się w naszych historykach lub źródłach dziejowych, ułatwiających poznanie idei politycznej dawnego państwa polskiego; zapoznawszy się z mnóstwem drobnych przyczynków, rozrzuconych po pismach peryodycznych, ułatwiających poznanie obrazu dziejowego Hajdamaczyzny, — możemy śmiało pokusić się o przedstawienie tego obrazu.

Jako całość, występuje on poraz pierwszy. Byłbym bardzo zarozumiałym i mało obeznanym z przedmiotem moich badań, gdybym nie znał zarówno trudności podjętego zadania jak i wartości tego materyału, którego do budowy użyłem. Przedewszystkiem jest tego materyału jeszcze za mało, a do poznania niektórych momentów z dramatu Koliszczyzny brak wielki źródeł urzędowych, chociaż są inne wiarogodne źródła współczesne. Czy materyał taki ukaże się kiedy i kiedy ? — niewiem. Wątpię nawet czy w całości ukaże się prędko. Mówią, że w Kijowie przygotawia się nowy tom aktów do rozświetlenia Koliszczyzny; może być, ale czy się on ukaże i kiedy? Gdybyśmy czekali na chwilę, w której wszystkie akty i dokumenty, dotyczące Hajdamaczyzny, a spoczywające w archiwum, zarówno Kijowskiem jak i Moskiewskiem, ujrzą światło dzienne, niewiem jakie pokolenie doczekałoby się wyczerpującej i prawdziwej historyi hajdamaczyzny. Tymczasem obraz ten, oświetlony łuną pożarów i obryzgany potokami krwi, już dzisiaj w całej pełni narysować da się. Będzie mu brakło niezawodnie wykończenia, ale łatwiej o wykończenie niż o początek.

Dla większości czytelników, znających tylko według pamiętnikarzy ostatnie dnie Koliszczyzny, będzie to obraz prawie nowy, prawie nieznany. To co pamiętnikarze zanotowali kilkoma słowy, znajdzie się w tej pracy w oświetleniu faktów niezaprzeczonych; zasadnicze tezy innych historyków piszących o hajdamaczyźnie, przedstawią się mu w świetle zupełnie innem. W osnowę mojej pracy legły nie cudze rezultaty, nie cudze poglądy, ale żródła i materyały historyczne, badane samodzielnie. Fakty i oświetlenie, odnoszące się bezpośrednio do hajdamaczyzny, brałem z pierwszej ręki, starając się je tylko jako całość ugrupować. Co zaś do wypadków bądź drugoplanowych, bądź służących tylko za tło głównego obrazu, korzystałem z monografii i opracowań innych autorów — i to, jak czytelnik sam sprawdzi — bardzo rzadko i oględnie.

W wielkim ruchu hajdamackim, który przez cały wiek prawie niszczył i krwią oblewał kraj własny, nie dopatrzyłem ani śladu „wysokich idei"¹) ożywiających jakoby wodzów tego ruchu, ale znalazłem natomiast dzikie instynkty, pchające do burzenia wszelkiego dorobku cywilizacyjnego, rozhukanie się namiętności bez dodatniego celu przed sobą, fanatyzm religijny bez ducha chrześciańskiego w głębi, zupełny brak zmysłu państwowości i nieokiełznaną samowolę barbarzyństwa, żyjącego i działającego bez jutra politycznego. Społeczeństwo ruskie, najgorszemi tradycyami kozaczyzny ożywione, okazuje się niezdolnem do rozumienia idei wolności państwowej; bezwzględne w żądaniach, kiedy ma przed sobą nadzieję zwycięstwa i poniżające się w niewolniczej pokorze, a nawet sprzedajne, ile razy czuje nad sobą przewagę gniotącej go siły. Pozbawione kultury umysłowej i moralnej — nie biorę w rachubę jednostek, ale masy — nie umie korzystać z praw państwowych w celach dalszego kształcenia się, a nie trzymane w karbach hamujących wrodzoną pożądliwość, w każdem państwie stać by się mogło pierwiastkiem dezorganizacyjnym. W życiu państwowem Rusi wspólnie z Polską objawiały się naprzemian dwa rysy moralne tego społeczeństwa: przebiegłość i drapieżność. Wszystkie te ujemne rysy posiadała kozaczyzna, a spоtężniały one i skoszlawiły się jeszcze bardziej w hajdamaczyźnie. Samodzielne, źródłowe badanie tego krwawego wypadku naszych polsko-ruskich stosunków, dało mi smutne przeświadczenie: że etniczne pierwiastki turańskie, tkwiące w krwi ukraińskiego społeczeństwa ruskiego, a wybuchające od czasu do czasu, były jedną z ważniejszych przyczyn, rzucających to społeczeństwo w objęcia bezbrzeżnej swawoli i czyniący z niego bardzo niepewny i mało przydatny materyał do pracy państwowej na długo jeszcze.

Nie lękam się wypowiedzenia tego poglądu, bo go wysnułem jako ostateczny wniosek, badając nie tylko zjawisko samo hajdamaczyzny, lecz i moralny charakter tego zjawiska. Dla czytelnika nie jest rzeczą obojętną jakie stanowisko zajmuje pisarz wobec zjawiska badanego. Fakty, składające się na nie, pozwalają je poznać dokładnie, a punkt, na którym pisarz stanął i na całość tego zjawiska patrzył, ułatwi i umożebni rozumienie go. Niektórzy szukali głównych motywów w nienawiści rasowej; inni upatrywali w zwykłej rozhukanej swawoli walkę klasową; byli tacy, którzy podsuwali ciemnym rozkiełznanym tłumom, nieposiadającym szczątków nawet tradycyi państwowych, hasła walki o niezależność państwową; a i takich nie brak było, którzy wstrętną hajdamacką swawolę przyozdabiali sztandarem walki o zasadnicze dogmaty religijne. Każdy z tych punktów patrzenia ma swoją cząstkę racyi bytu, bo niesłuszną byłoby rzeczą i nieprawdopodobną przypuścić, że brakło temu niedojrzałemu społeczeństwu nawet jednostek, wznoszących się ponad dzikość i pospolitość tłumu. W czasie półwiekowych przeszło walk hajdamackich nigdy i nigdzie żadne z powyższych haseł nie zostało sformułowane jasno i nie było sztandarem, koło którego walczące szeregi kupiły się. Nawet nienawiść szczepowa, wybuchająca z największą siłą, nie posiadała podkładu ani świadomego ani uzasadnionego, a główny jej motyw miał charakter zupełnie materyalny. Ocenienie przeto wielkiego dziejowego zdarzenia z punktu jednostronnego, musi z konieczności być niesłusznem, niedokładnem i nieuzasadnionem. Nie wpływ jednego czynnika, ale wszystkich razem wziętych trzeba rozpatrywać równorzędnie, to znaczy obrać takie stanowisko, z któregoby całokształt tego zdarzenia widać było. Takim punktem jest jedynie stanowisko państwowe polskie. Na takim starałem się stanąć i na takim utrzymać się. Oczywiście, że ze stanowiska obcych interesów państwowych i politycznych, punktu religijnego lub klasowego patrząc, ruchy i walki hajdamackie nabrać mogą innego charakteru i zabarwienia, niż te jakie czytelnik w pracy mojej znajdzie, mam jednak przekonanie, że pod względem historycznym mój punkt patrzenia jest szerszy, sprawiedliwszy i bliższy prawdy niż poglądy różnych historyków ruskich i rosyjskich.

Spis źródeł, materyałów, dokumentów, zarówno rękopiśmiennych jak i drukowanych, pozwoli czytelnikowi zoryentować się w materyale z jakiego korzystałem. Czy to już wszystko? — Ktoś zapyta może. Bynajmniej. Wielu dzieł pisarzy bardzo wybitnych czytelnik tu nie znajdzie, chociaż pośrednio lub bezpośrednio dotyczą one hajdamaczyzny. Chodziło mi nie tyle o poglądy tego lub innego pisarza na hajdamaczyznę — w wielu razach słuszne, — lecz o sformułowanie własnego poglądu na całokształt ruchów hajdamackich. Z tego materyału, który mi własny sąd wyrobić pozwolił, o ile on znajduje się w druku lub w bibliotekach publicznych w rękopisach spoczywa, nie wiele braknie, a był on aż nadto wystarczającym do podjętej pracy.

Nie ulega wątpliwości, że nowy materyał archiwalny, bądź biblioteczny, wydany z czasem, przyczyni się niejednokrotnie do wyświetlenia badanego zdarzenia, niewiele jednakże przyczyni się do wyjaśnienia całości. Główne, fundamentalne osnowy pozostaną te same.

Znajdzie jednak czytelnik w pracy mojej lukę: jest to niewyjaśniona strona politycznych wpływów ościennych, o ile one, zarówno drogą gabinetową jak i postronną na charakter tego dziejowego zdarzenia oddziaływały. Nie kusiłem się nawet o opracowanie tej strony w całości, czując przedewszystkiem brak dostatecznych materyałów i źródeł. Na ten punkt zwracałem uwagę pobieżnie, o tyle tylko o ile najbliższe obce wpływy działały na szkodę Rzptej.

Pozostaje jeszcze kilka słów powiedzieć o charakterze ruchów hajdamackich. Niektórzy radziby podciągnąć zdziczałe wybryki hajdamackie pod ogólną kategoryę ruchów ludowych w Europie, a osobliwie wojny chłopskiej w Niemczech. Niema w tem żadnej wspólności ani podobieństwa. Nie tu miejsce na zbijanie powyższej tezy, wskażę tylko zasadnicze różnice. W Niemczech wywieszono odrazu program wyraźny, skupiony koło hasła — „chleba" i ulg w imię którego toczyła się walka. Na Ukrainie zaś było tego chleba do zbytku. Chłopi niemieccy znaleźli dowódców i obrońców, rozumiejących jasno i dokładnie zadanie i cele walki i dla tego żądania swoje sformułowali odrazu jako punkta wytyczne dalszej działalności. Nic podobnego z hajdamaczyzną nie było. Spotkała się ona z apoteozą u takich pisarków jak Szulgin, pozbawionych zupełnie zdolności analizy sumiennej wypadków dziejowych, ale z ostrą naganą u pisarzy uczciwych, nawet Rusinów.

„Południowo-rosyjscy działacze historyczni — powiada Mordowcow — mówili tylko o tem, ile złego wyrządzili Rusinom Lachy, lecz zamilczali o tem ile złego przyczynili mu oni sami, ich poplecznicy i starszyzna ruska. A że szkody wyrządzone przez nich są wielkie, to nie ulega żadnej wątpliwości — chociaż o tych krzywdach milczą oni sami i ich historycy. Otóż na tę stronę życia Rusinów pragniemy zwrócić naszą uwagę, gdyż wszyscy dotychczasowi historycy zakrywali ją starannie. Zobaczymy z podziwieniem, że nie zawsze winni Polacy, lecz że w połowie XVIII wieku Rusini doprowadzeni byli do położenia bez wyśjcia przez własne prawo, własne porządki, własne władze i starszyznę. Nie wszędzie dusił Lach, ale także własny brat — Rusin, wzbogacony i wywyższony kosztem chłopa. Z konieczności będziemy musieli przekonać się, że wielu rusińskich mężów politycznych zeszłego wieku, których dotychczas uważano za bohaterów i męczenników za wolność własnego narodu, okażą się w zupełnie innem, a bardzo smutnem świetle: bohaterowie przemienią się — w rozbójników, a męczennicy za naród — w gnębicieli narodu, który gdyby był zdolny patrzyć w dalszą przyszłość, powiesiłby niezawodnie tych samych bohaterów i męczenników na jednej gałęzi z „Lachem, żydem i psem"¹).

Naród ruski uważał panowanie polskie jako jarzmo uciążliwe; służbę polskim panom nazywał „niewolą babilońską“ „pracą egipską". Cierpienia Rusi pod panowaniem Polski stały się rodzajem komunałów, powtarzanych przez wszystkich historyków na rozmaite sposoby. Zdawało się, że naród, oddany przez Chmielnickiego pod opiekę Rosyi teraz dopiero odetchnie po „lackiej niewoli". Stało się jednak inaczej. Naród zrozumiał, że on istotnie w niewoli, lecz u własnego „pana — brata", w niewoli, z której już wyjścia nie było. Gorzką swoją dolę sam wyśpiewał:

Jak buły my polanyczymy,

Hoduwałyś palanyciamy;

A jak stały za Moskalamy,

Hodujemoś sucharamy...

Takiemi też istotnie są losy tego narodu.

 

 

Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 48 godzin

Cena:

60,00 zł

szt.

"Krasnal Batiaryga" Lusia Ogińska

"Krasnal Batiaryga" Lusia Ogińska
"Krasnal Batiaryga" Lusia Ogińska

 

VI tom Ksiąg Roztoczańskich Krasnali opowiada o Lwowie, bohaterstwie Orląt Lwowskich w 1918 roku, czasach II wojny światowej, mordach Ukraińskich na Polakach w 1943 roku oraz roku 1946 roku, wypędzeniu z kresów Polaków, a także pomocy, wsparciu w czasach ich wysiedlania, które udzielał lwowiakom arcybiskup Eugeniusz Baziak.

Baśń w której oprócz znanych bohaterów; wiedźmy Apolonii, Słomki, Bulwy, Cichokichka i Łezki pojawiają się nowe postaci. Dwaj niezwykle pobożni księża:Wiesław i Jarosław gubią drogę w roztoczańskiej puszczy, uwięzieni na Czartowym Polu przez diabła otrzymują cudowną nić z płaszcza Matki Bożej Roztoczańskiej. Prawosławny Kret wodny – wychuchol towarzyszy krasnalowi Cichokichkowi w wędrówce na niezwykłą polanę w głębi puszczy. W lesie pojawia się okrutny stwór - Teutonia von Crudelis karmiący się kwiatem paproci, pożerający również krasnale. Tytułowy bohater - Batiaryga, to krasnal wyśniony w listopadzie w 1918 roku przez Orlątko Lwowskie, dziecko-żołnierz, obrońca Lwowa.

Książka ta jest głębokim hołdem złożonym ofiarom i bohaterom tamtych zdarzeń. Batiaryga, wyśniony skrzat jest świadkiem obrony Lwowa i jego tragicznych losów. Wraz z przyjaciółmi lwowiakami w 1946 roku opuszcza swoje ukochane miasto i wyrusza wraz z wypędzonymi w nieznane, na zachód Polski, trafia do Wrocławia. Losy znów rzucają krasnala w świat i po wielu przygodach ostatecznie zamieszkuje w najpiękniejszym, nie tylko zdaniem krasnoludków - historycznym Zamościu. Tam można dziś krasnala spotkać i posłuchać jego zaczarowanych, ale prawdziwych opowieści.

1 listopada 2018 roku przypadła okrągła 100 rocznica obrony Lwowa, przez dzieci – Orlęta Lwowskie. Autorka - Lusia Ogińska o nich nie zapomniała!


Dostępność: duża ilość

Wysyłka w: 48 godzin

Cena:

45,00 zł

szt.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl